Ponownie wracamy do rozmowy z naszym ekspertem, Marcinem Ruteckim, z którym przeprowadziliśmy wywiad we wrześniu. Poprzednio skupiliśmy się na aspektach prawnych, a dziś porozmawiamy więcej o samej technologii i narzędziach.
Anna Gregorczyk: Zewsząd dochodzą nas głosy, mówiące o tym, że wkrótce AI nas, zastąpi. Wokół coraz więcej zwolnień. Z drugiej strony wiele firm jest rozczarowanych. Czyżbyśmy oczekiwali magii zamiast technologii?
Marcin Rutecki: Owszem, słyszymy, od największych gigantów technologicznych, że sztuczna inteligencja zastąpi ludzi i to budzi duże oczekiwania, po których najczęściej przychodzi rozczarowanie. Ale tylko dlatego, że albo źle korzystamy z narzędzi, albo dlatego, że jeszcze nie są one tak bardzo rozwinięte jakbyśmy chcieli. Potrzeba jeszcze więcej czasu i urealnienia oczekiwań.
A.G.: Czego oczekiwaliśmy jako ludzkość?
Oczekiwaliśmy maszyn i robotów. Myślę, że wynika to z naszych podświadomych wyobrażeń przyszłości, zbudowanych przez książki i filmy science-fiction. Pop-kultura karmiła naszą wyobraźnię obrazami, gdzie maszyny i humanoidalne roboty wykonują wszelkie prace fizyczne, ale nie angażują się w pracę intelektualną ani kreatywną. Ten paradygmat zrodził się z rewolucji przemysłowej i z wcześniejszych marzeń ludzkości.
A.G.: Co było tym marzeniem?
M.R.: Ludzkość zawsze starała uprościć sobie wszelkie ciężkie prace. Pierwszy projekt robota humanoidalnego stworzył w 1495 roku Leonardo da Vinci. Zaprojektował robota, który miał zabawić księcia Mediolanu, Ludovico Sforzę. System linek, kół pasowych i przekładni wewnątrz niemiecko-włoskiej, średniowiecznej zbroi miał pozwolić robotowi siadać, wstawać, poruszać głową oraz podnosić przyłbicę. Co ciekawe, szkice tego projektu zostały zapomniane na wieki i odnalezione ponownie dopiero w latach 50′ XX wieku. Nie wiadomo czy w XV wieku skonstruowano robota według projektu wynalazcy, ale współczesne rekonstrukcje udowodniły, że był on w pełni funkcjonalny.
Pierwsze, proste działające roboty grające na instrumentach stworzono w XVIII wieku. A w XIX wieku nastąpiła rewolucja przemysłowa – powstały fabryki i z automatyzowane linie produkcyjne. Postęp wyznaczyły ciężkie maszyny i industrializacja. Technologia ułatwiająca codzienne życie to coraz doskonalsze sprzęty AGD. Przez ponad 150 lat postęp wyznaczały coraz bardziej skomplikowane sprzęty. Dlatego w naszych głowach zawsze przyszłość wiązała się z hardware, a nie software.
A.G.: Ale hardware może być równie imponujący? Tyle się słyszy o magazynach Amazona, które są w 100% zautomatyzowane, gdzie człowiek nie jest za bardzo potrzebny.
M.R.: Logistyka i transport będą z czasem coraz bardziej obsługiwane przez AI. Wkrótce ciężarówki będą wyjeżdżać jako autonomiczne pojazdy. Ta wizja jest więcej niż prawdopodobna, ale mieliśmy ją już w głowie od dłuższego czasu, bo futurolodzy od dawna mówili o tego typu wynalazkach. Ludzkość zaskoczyły rozwiązania softwarowe. One działają w sferze intelektualnej, a nie fizycznej. Co więcej ta sfera jest bardziej rozwinięta, gotowa do użycia i zastąpienia człowieka. Owszem, aby działał software, potrzebny jest hardware – tam jest moc obliczeniowa. Ale użytkownik ma interakcję tylko z aplikacją, a nie ze sprzętem. Tymczasem, jeśli chodzi o rozwój AI, to wchodzimy teraz w obszary, o których wizjonerzy nie śnili jeszcze 10 lat temu. Nikt nie wyobrażał sobie, że tak olbrzymi postęp nastąpi w tak krótkim czasie.
A.G.: Niektórzy artyści kreowali światy zarządzane przez AI lub takie, gdzie jest możliwa relacja z systemem cyfrowym.
M.R.: Owszem, w pop-kulturze pojawiały się byty cyfrowe o zaawansowanych możliwościach, ale możliwości realizacyjne tych wizji były odstawiane na półkę pod tytułem „daleka przyszłość”. Generalnie nie myślano o tym, że AI intelektualne będzie bardziej zaawansowane niż robotyzacja. Jako społeczeństwo, nie byliśmy i nie jesteśmy do tego przygotowani. Dlatego prawo i gospodarka, obecnie nie nadążają za rzeczywistością. Przecież nawet kilka lat temu nikt by nie uwierzył, że pojawi się coś takiego jak ChatGPT.
A.G.: Na pewno nikt by też nie uwierzył, że można będzie generować realistyczne video.
M.R.: Właśnie. Wkrótce zmieni się oblicze przemysłu filmowego. Produkcja wróci do przysłowiowego garażu. Za kilka lat pełnometrażowe, amatorskie jak i profesjonalne filmy będzie można tworzyć w zaciszu domowym. Podobnie jest z muzyką. To może złamać monopol gigantów z branży rozrywkowej, w podobny sposób jak twórcy z YouTube wypierają tradycyjne media. Owszem, jeszcze bardzo daleko do tego by AI wytworzyło autonomicznie film – od początku do końca. Ale człowiek ma o wiele więcej możliwości. Pojawiają się też ciekawe sytuacje pod względem prawnym, gdy użytkownicy chcą remasterować filmy sprzed kilkudziesięciu lat i edytować wybrane sceny lub dodawać lepsze efekty specjalne.
A.G.: Poruszyliśmy temat rozrywki. Przejdźmy do badań i prac naukowych.
M.R.: Prawdziwym przełomem będą coraz lepsze narzędzia, które wzmocnią m.in. wywiad gospodarczy poprzez bardzo precyzyjne wyszukiwanie informacji oraz kompletne przepływy pracy między narzędziami i agentami do prowadzenia badań naukowych.
A.G.: Czy nie będziemy się musieli martwić o halucynacje?
M.R.: Halucynacje to teraz modne hasło, niezbyt dobrze rozumiane zresztą przez przeciętnego użytkownika.
A.G.: Co masz na myśli?
M.R.: W pewien sposób można uznać, że halucynacje są bardzo ludzkie. Ilu wokół nas jest ludzi, którzy czegoś nie wiedzą, ale udają, że wiedzą? Poza tym często wynik naszych ludzkich przemyśleń, zależy od tego na jakiej części rzeczywistości się skupiamy oraz jaką jej część pomijamy.
A.G.: Co masz na myśli, mówiąc: „pomijamy jakąś część rzeczywistości”?
M.R.: Analizując daną sytuację czy zdarzenie, ulegamy błędom poznawczym, czasami operujemy na fałszywych danych lub mamy raport z niepełnymi danymi. I na tej podstawie podejmujemy decyzję. Rodzi się pytanie czy nie lepiej zrobi to AI?
A.G.: Jak można to zapewnić?
M.R.: Często kojarzymy modele językowe tylko z pisaniem. Ale specjalistyczne narzędzia wymagają bardzo profesjonalnej konfiguracji. Będą tworzone skomplikowane przepływy pracy między agentami AI oraz wielostronna walidacja i weryfikacja faktów.
Zakładamy, że ChatGPT ma już wbudowane te funkcjonalności i potem, gdy czytamy odpowiedź jesteśmy rozczarowani halucynacjami. W pewien sposób oczekujemy magii. Ale przy okazji przepływów pracy w AI, czasem to nie jest kwestia „zmyślenia” tylko tak jak u ludzi: jakiś krok analizy jest pominięty, oparto się na złych danych wejściowych, pominięto weryfikację faktów albo je niewłaściwie zinterpretowano.
A.G.: Czy tworzysz narzędzia o skomplikowanej konfiguracji, z walidacją danych i przepływami pracy?
M.R.: Owszem. Tworzę lub ulepszam. I wiem, że już w niedalekiej przyszłości będą one bardziej zmyślne i inteligentne, od większości ludzi i niestety przewyższą wielu z nas pod względem weryfikacji i interpretacji danych.
A.G.: Czy możesz powiedzieć coś więcej o przepływach pracy i LLMach?
M.R.: Wiele osób używa LLMów w ten sposób, że korzysta w najbardziej intuicyjny i prosty sposób. Zadajemy pytanie i oczekujemy odpowiedzi na podstawie tego, jak model został wytrenowany przez dostawcę. Wtedy, owszem, mogą się pojawić halucynacje.
Gdy trenuję model, mogę się upewnić, że odpowiedzi będą z zakresu informacji, które w tym celu przygotowałem. Poza tym ważny jest punkt odniesienia. Może być nim przykładowo konkretny tekst – na przykład treść e-maila, który ma zostać przez model poprawiony. Model odniesie się do tego tekstu i nie powinien wychodzić poza jego zakres tworząc poprawki. Tak samo, jeśli dostarczę jakieś dane zewnętrzne to czy opis będzie prawdziwy czy fałszywy, będzie zależało od jakości tych danych.
Jedną z miar jakości eksperta jest właściwe wnioskowanie z informacji, które potrafi wyszukać i spriorytetyzować względem ważności. Takiego eksperta możemy teraz skonstruować.
Wiele zależy też od przepływów pracy. Początkowo ChatGPT to była tylko rozmowa z modelem językowym (i jego wewnętrzną bazą wiedzy). Obecnie model może mieć dostęp do wielu API, są wyjścia zewnętrzne oraz narzędzia, którymi ten model zarządza.
A.G.: Zatem, czy użytkownicy niesłusznie narzekają?
M.R.: Według mnie jest w tej chwili więcej opcji niż możliwości ich wykorzystania. Jeśli ktoś ma problemy z halucynacjami, to prawdopodobnie używa niewłaściwych narzędzi lub nie zna możliwości rozwiązań. Jest to widoczne w Polsce, bo jeśli chodzi o adaptację sztucznej inteligencji w Europie jesteśmy na przedostatnim miejscu, przed Rumunią. W Polsce tylko 6% przedsiębiorstw używa AI, a w Danii i Szwecji co czwarta firma.

Gdy weźmiemy pod uwagę, że w pierwszej dziesiątce światowych potentatów jest siedem przedstawicieli z innych kontynentów, możemy zrozumieć jak wiele w naszym kraju jest do nadrobienia.

A.G.: Wiem, że zawodowo działasz także w Norwegii i masz porównanie do Polski. Co według Ciebie jest przyczyną naszego zacofania?
M.R.: Pieniądze są wyzwaniem, ale sporym problemem są również braki wiedzy. Często również nasze oczekiwania wyglądają na „liczenie na cud”, przy jednoczesnym braku przygotowania się do wdrożenia a następnie wykonania go. Spora liczba właścicieli firm próbuje przeskoczyć istotne etapy pracy. Są też tacy co wypierają rzeczywistość, mówiąc: „nikt tego nie używa”, albo „jakoś to będzie”. Inni oczekują darmowych rozwiązań.
Oczywiście są też w Polsce przedsiębiorstwa zaawansowane. Mają dostęp do narzędzi oraz wyedukowały swoich pracowników. Niestety to chlubne wyjątki.
W przypadku norweskich firm obserwuję większą dojrzałość ludzi i ich pokorę w stosunku do narzędzi. Przedsiębiorcy chętnie słuchają, chcą się uczyć. Wiedzą, że AI jest przełomem, którego nie można zignorować, więc decydują, że poświęcą na to czas, by zrozumieć jak odpowiednio zaadaptować technologię w firmie. To jest dla nich wysoki priorytet. Tymczasem w Polsce zdarza się podejście w stylu „nie wiemy, czego nie wiemy” lub „nie mamy czasu na naukę”. Sztuczna inteligencja jeszcze nie jest u nas priorytetem.
A.G.: A co powiesz o raportach mówiących, że wdrożenia AI nie przyniosły oczekiwanych zwrotów z inwestycji?
Owszem, zdarzają się takie sytuacje i to bardzo często. Jeśli projekt nie zwraca się, może warto go zakończyć. To jednak nie znaczy, że mamy zignorować postęp i proces nauki, który bez dotknięcia technologii się nie wydarzy. Rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji będą miały duży wpływ na produktywność firm i jednostek. AI zrewolucjonizuje rynek pracy intelektualnej. To tylko kwestia czasu, gdy użytkownicy zamiast do prawnika lub księgowego, zwrócą się o pomoc do narzędzia opartego na sztucznej inteligencji. A to będzie o wiele tańsze niż usługa specjalisty. AI wpłynie na pracę ekspertów, naukowców oraz pracowników sektorów takich jak na przykład: diagnostyka czy medycyna. Czasem narzędzia będą konkurować z ludźmi. Nawet informatycy i programiści odczuwają zmiany.
A.G.: Czy informatycy staną się niepotrzebni?
M.R.: Informatycy nadal będą potrzebni, tylko będą inaczej pracować. Z pewnością, będą pojawiać się platformy do tworzenia aplikacji dla nietechnicznych odbiorców. Ale będą one oparte na modułach gotowych do zestawiania. Przykładem może być Roblox w świecie gier.
Nie da się jednak stworzyć wartościowej, skomplikowanej aplikacji bez wiedzy programistycznej. Nie trzeba będzie pisać kodu, ale trzeba będzie go umieć zrozumieć i zwalidować. Trzeba też będzie mieć w głowie architekturę systemu, by sprawdzić czy ten kod jest z nią kompatybilny. Specjaliści od systemów będą w cenie.
A.G.: Tylko jak zdobyć takie doświadczenie, jeśli teraz juniorzy nie mogą zdobyć pracy?
M.R.: To może być problemem w przyszłości, bo nie będzie jak wykształcić nowych seniorów. Ale prawdopodobny jest też scenariusz, że AI, które teraz jest na poziomie specjalisty, będzie mogło wejść w rolę eksperta.
A.G.: Jak widzisz przyszłość firm, które zaadaptują AI?
Jeśli firma ustawi sobie poprawnie wyszukiwanie informacji i stworzy wartościowe raporty dzięki przepływom pracy między agentami AI, to część decyzji na poziomie menedżerów niższego szczebla może być delegowana na technologię.
Procesy zakupowe i sprzedażowe będą wkrótce zautomatyzowane. Firma będzie mieć swojego Agenta AI, który będzie sprawdzał stan magazynów, decydował co i gdzie kupić, i uzgadniał warunki ze sprzedażowym agentem AI dostawcy.
Podobnie procesy dotyczące zgodności też mogą być zautomatyzowane. Stworzenie agentów AI do weryfikacji i walidacji faktów, może się bardziej opłacić niż zatrudnienie pracownika.
A.G.: Na czym będzie polegała przewaga konkurencyjna, w momencie, gdy większość firm zaadaptuje narzędzia AI?
Technologia nie będzie stanowiła dla tych firm przewagi konkurencyjnej, bo się zunifikuje. Nadal o konkurencyjności przedsiębiorstwa będą decydować jak zawsze: specjalistyczna wiedza, unikalne dane oraz sposób ich liczenia i interpretacji. Wyobrażam sobie powstanie tanich ‘pracowników’ AI do wynajęcia, takich jak badacz czy analityk, który będzie stosować znane metodyki, walidować i sprawdzać dane, a na końcu utworzy 200-stronicowe raporty z ciekawym wglądem i wartościowymi wnioskami.
A.G.: Dziękuję za podzielenie się wiedzą i swoimi przewidywaniami. Pozostaje tylko czekać, kiedy się spełnią, bo o tym czy się spełnią, raczej nie ma dyskusji. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy kontynuować tę ciekawą rozmowę.
M.R.: Dziękuję również i czekam na kolejne spotkanie.
***
Jeżeli chcesz porozmawiać o wdrożeniu AI w swojej firmie, zapraszamy do kontaktu.
***
Źródła: https://ec.europa.eu/eurostat/web/products-eurostat-news/w/ddn-20250123-3
https://hai.stanford.edu/news/global-ai-power-rankings-stanford-hai-tool-ranks-36-countries-in-ai
https://mlq.ai/media/quarterly_decks/v0.1_State_of_AI_in_Business_2025_Report.pdf
Autorka tekst: Anna Gregorczyk
